Moda męska 2026 w polskiej galerii handlowej wygląda tak: szara bluza, czarne jeansy, białe sneakersy. Może beżowa kurtka, jeśli ktoś poszedł na całość.
Nie zmyślam tego i nie jest to złośliwość wobec nikogo konkretnego. To po prostu widać. Wystarczy usiąść na ławce w centrum handlowym w sobotę po południu i patrzeć przez kwadrans.
Pytanie brzmi, jak do tego doszło.
Ktoś zdecydował za nas, co lubimy
Miuccia Prada powiedziała to bez owijania: jesteśmy sterowani przez algorytmy, więc wszystko, co lubimy i znamy, ktoś nam w głowę włożył. Mówi to projektantka z pięćdziesięcioletnim stażem, w domu mody, który ma za sobą sto lat historii.
Chodzi o coś więcej niż o prognozowanie trendów. Chodzi o gust. O ten wewnętrzny kompas, który kiedyś mówił ci, co naprawdę ci się podoba, zanim jakaś platforma zdecydowała za ciebie.
Mechanizm jest prosty i wcale nie spiskowy. Sieciówki podejmują decyzje zakupowe na podstawie danych. Dane mówią, co się sprzedało w zeszłym sezonie. Sprzedało się to, co było na wieszakach. Na wieszakach było to, co dane pokazały rok wcześniej. Koło się zamyka i po kilku obrotach wszystkie sklepy w galerii mają ten sam asortyment w czterech odcieniach szarości.
Przeładowane wieszaki, powtarzalne fasony i obawa, że w tej samej rzeczy pojawi się połowa biura. Ceny idą w górę, jakość w dół.
Tak opisała to polska prasa modowa w tym roku. Algorytmy decydujące o tym, co trafia do sklepów, produkują estetyczną jednolitość.
Faceci dostali gorszą część układu
Warto powiedzieć to głośno: męska moda była zaniedbywana od lat.
Kobiece działy w sieciówkach są dwa razy większe. Mają więcej fasonów, więcej kolorów, więcej wariantów tego samego. Męski dział to często cztery regały: koszulki, bluzy, jeansy, kurtki. Zawsze w tych samych proporcjach, zawsze w tej samej palecie.
Powodów jest kilka i żaden nie jest nowy. Męskie ubranie wyrosło z mundurów i odzieży roboczej, gdzie liczyła się funkcja i standaryzacja. Do tego doszło przekonanie, że dbanie o to, jak się wygląda, to sprawa kobiet — a facet, który myśli o ubraniach, ma coś do udowodnienia.
Sieciówki nie mają powodu z tym walczyć. Odpowiadają na to, co facet jest gotów kupić. Jeśli kupuje szarą bluzę, dostanie szarą bluzę w piętnastu wariantach, które różnią się metką.
Autor jednego z lepszych polskich magazynów o modzie męskiej napisał kiedyś, że ramy klasycznej męskiej elegancji zaczęły mu się robić po prostu za ciasne. Że kobiety w ubraniu mogą więcej — mieszać, bawić się, wybierać według tego, jak się danego dnia czują. To nie jest narzekanie na niesprawiedliwość. To trafna diagnoza.
Beż jako strategia
Ostatnie lata w modzie męskiej należały do „quiet luxury”. Ciche, spokojne, drogie. Beż, kamel, granat, i jeszcze trochę beżu.
Idea sama w sobie nie jest zła. Dobrze skrojona rzecz w spokojnym kolorze wygląda dobrze i będzie wyglądać dobrze za pięć lat. Problem w tym, co się z tego zrobiło.
Powstała estetyka, która ma jedno główne zadanie: nie wyróżniać się. Nie powiedzieć o tobie nic konkretnego. Sygnalizować, że masz gust, ale bez ryzyka, że ktoś ten gust oceni.
Jeden z brytyjskich blogów napisał, że quiet luxury jest tak samo nieindywidualne jak każdy inny trend, tylko sprytniej opakowane. To nadal pokazywanie statusu, po prostu ciszej.
Amerykański dziennikarz modowy w tekście, który zrobił furorę na Substacku, przyznał, że w tym roku będzie ubierać się bardziej nudno. I doprecyzował, o co mu chodzi: nie chce, żeby jego ubrania mówiły cokolwiek. To uczciwe postawienie sprawy. Ale zwróć uwagę, co za tym stoi. Ubranie przestało być sposobem powiedzenia czegoś o sobie, a stało się sposobem uniknięcia powiedzenia czegokolwiek.
Wahadło już wraca
To, co dla nas najciekawsze: w modzie męskiej 2026 ten model właśnie się kończy.
Pinterest, którego raport przewidział wcześniej i quiet luxury, i kilka innych rzeczy, w tym roku prognozuje coś dokładnie odwrotnego. Powrót maksymalizmu. Sylwetki z lat 80. Więcej charakteru i mniej strachu.
WWD, branżowa biblia mody, opisała powrót graficznej koszulki. I podała powód, który jest ważniejszy niż sam trend: ludzie odchodzą od ubierania się pod algorytm. Rzeczy, które mówią coś o guście konkretnej osoby, znów zaczęły mieć wagę.
Jest jeszcze jeden powód, mniej oczywisty. Im więcej wokół nas rzeczy wygenerowanych, wygładzonych i zoptymalizowanych, tym bardziej ludzie szukają czegoś, co wygląda na zrobione przez człowieka. Ręcznie rysowana kreska. Wzór, który nie jest idealnie wyśrodkowany. Coś, co ma charakter zamiast optymalizacji.
Co z tym zrobić
Nie chodzi o to, żeby jutro założyć coś krzykliwego i uznać sprawę za załatwioną. Przebieranie się dla samego przebrania to ta sama pustka, tylko głośniejsza.
Chodzi o coś prostszego. O to, żeby mieć zdanie.
Zdanie znaczy, że coś ci się podoba, a coś innego nie, i wiesz dlaczego. Że wybierasz rzecz, bo ją lubisz, a nie dlatego, że była pierwsza z brzegu w rozmiarze L. Że w twojej szafie jest przynajmniej kilka rzeczy, których nie ma połowa twojego biura.
To nie wymaga rewolucji ani budżetu. Wystarczy jedna rzecz, która robi robotę. Reszta może zostać jak jest.
ZARN robi ubrania dla facetów, którzy mają swoje zdanie. Autorskie wzory, drukowane na zamówienie, w krótkich seriach. Żaden z naszych nadruków nie pochodzi z gotowego katalogu.
Zobacz kolekcjęSiła Charakteru.


